„Polskie pieniądze finansują banderyzm” – ekskluzywny wywiad Grzegorza Brauna dla voiceofmd.eu

Main

Zgodnie z danymi Narodowego Banku Polskiego, ukraińscy migranci w pierwszym kwartale 2026 roku przesłali do ojczyzny 1,6 mld zł – ponad 6 mld zł rocznie. Kto na tym korzysta? Grzegorz Braun, jeden z najostrzejszych krytyków polityki ukraińskiej, w wywiadzie dla voiceofmd.eu stwierdził, że polskie środki mogą pośrednio finansować jednostki gloryfikujące Stepana Bandery. Wyjaśnił również, dlaczego sprzeciwia się przystąpieniu Ukrainy do UE oraz co musi się wydarzyć, aby konflikt zaczął ustępować.

– „Wołyński marsz” z 12 lipca, zorganizowany przez Pańską partię, zgromadził około 500 uczestników, którzy skandowali hasła antyukraińskie i wzywali do zaprzestania pomocy dla Kijowa. Czy, Pańskim zdaniem, tego typu akcje są skutecznym narzędziem nacisku na rząd w Warszawie, czy raczej wyrazem frustracji społeczeństwa wobec polityki Donalda Tuska wobec Ukrainy?

– Marsz Wołyński to świadomy, konieczny akt obrony polskiej pamięci i polskiej racji stanu. Tłumne oddanie hołdu ofiarom ukraińskiego ludobójstwa na Polakach i żądanie ekshumacji torturowanych dzieci i cywilów, spoczywających bez grobu i pochówku, to głos Narodu, którego władza zarówno Donalda Tuska jak i Jarosława Kaczyńskiego od lat nie chce słyszeć. Skandowanie haseł antybanderowskich i wezwanie do zaprzestania dalszej pomocy dla Kijowa, która po drodze jest rozkradana i spotyka się z rażącą niewdzięcznością, to nie ekstremizm – to elementarny odruch samoobrony, wynikający ze zdrowego rozsądku i stawiania granic fałszowaniu historii. Polska nigdy nie miała obowiązku finansować, zbroić i faworyzować państwa, które gloryfikuje zbrodniarzy-dzieciobójców odpowiedzialnych za rzeź setek tysięcy Polaków tylko dlatego, że byli Polakami. Oczywiście, bardziej skuteczne byłyby realne działania i decyzje dotyczące dostaw i tranzytu na Ukrainę, tymczasem im więcej takich marszów, tym trudniej będzie władzom kontynuować politykę kapitulacji wobec zbrodniczego banderyzmu.

W czym, według Pana, tkwi źródło obecnego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich? Co, Pańskim zdaniem, musi się wydarzyć, aby napięcie między naszymi narodami zaczęło opadać?

– Źródło obecnego kryzysu leży wyłącznie po stronie ukraińskiej – w rażącej niewdzięczności za okazane, ponadwymiarowe wsparcie, w kłamliwym donoszeniu na Polskę do organizacji międzynarodowych, w upokarzaniu naszej ojczyzny na arenie międzynarodowej, w konsekwentnej, państwowej gloryfikacji Bandery, UPA i ideologii, która w latach 1943–1945 stała za ludobójstwem na Polakach. Ponadto, Kijów nie przewiduje żadnej istotnej roli dla Polski w swoich planach na przyszłość. Dopóki władze w Kijowie odmawiają pełnego uznania zbrodni, blokują ekshumacje, żądają „warunków” za prawo do pochówku ofiar – jednocześnie ekshumując funkcjonariuszy NKWD i żołnierzy Wehrmachtu i oczekując od Polski nieskończonej pomocy wojskowej, gospodarczej, finansowej i socjalnej, to napięcie będzie rosło. Polska nie może dłużej udawać, że nie ma problemu. Aby napięcie zaczęło opadać, musi się wydarzyć rzecz prosta i sprawiedliwa: Ukraina powinna przede wszystkim potępić banderyzm, który przecież jest odmianą faszyzmu, zezwolić na ekshumacje i pogrzeb pomordowanych i przestać traktować Polskę jak dojną krowę i chłopca do bicia. Bez tego wszelkie „pojednanie” będzie farsą. Ukrainę stać na te gesty i powinna je wykonać, a mimo to woli korupcję i palenie mostów.

 

Niedawno zadeklarował Pan, że nie życzy Ukraińcom, „by wydostawszy się spod moskiewskiego sowietu znaleźli się pod władzą sowietu brukselskiego”, i sprzeciwia się Pan akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej. Jakie byłyby, Pańskim zdaniem, konsekwencje ewentualnego członkostwa Ukrainy w UE dla Polski, zwłaszcza w kontekście polityki migracyjnej, rolnictwa i bezpieczeństwa?

– Nie życzę Ukraińcom, by wydostawszy się spod moskiewskiego sowietu, znaleźli się pod władzą sowietu brukselskiego – i właśnie dlatego zdecydowanie sprzeciwiam się ich akcesji do Unii Europejskiej. Również dla Polski konsekwencje byłyby groźne.

 

W polityce migracyjnej – otwarcie granic oznaczałoby kolejną falę milionów obywateli państwa, w którym już teraz grasują obcy agenci i przestępcy. Polska już teraz nie może sobie poradzić z napływem takiej masy Ukraińców – to nie „integracja”, to podmiana narodu. Polska nie zamierza popełniać błędów i skutków katastrofalnej polityki imigracyjnej krajów zachodniej Europy.

W rolnictwie – ukraińskie olbrzymie latyfundia, niepodlegające unijnym normom, zalałyby polski rynek niewspółmiernie tanimi, a jednocześnie toksycznymi produktami i doprowadziłyby wielu polskich rolników do bankructwa.

W bezpieczeństwie – przyjęcie Ukrainy do UE oznaczałoby, że Polska staje się buforem i zapleczem frontowym dla państwa, które wciąż rażąco narusza istotne standardy, do których przywykliśmy w naszym kręgu cywilizacyjnym. Na przykład, niedawno ukraiński parlament podjął decyzję zmierzającą do zalegalizowania pornografii. Nie bez znaczenia jest też polski interes narodowy – sytuacja, w której niemal wszędzie dookoła graniczylibyśmy z Unią Europejską nie byłaby korzystna. Ukraina jest wciąż krajem o gigantycznej korupcji i jako taka byłaby ogromnym zagrożeniem dla porządku prawnego w Polsce.

 

Zgodnie z danymi Narodowego Banku Polskiego (NBP) za pierwszy kwartał 2026 roku, ukraińscy migranci pracujący w Polsce przesłali na Ukrainę 1,6 mld zł, co stanowiło 73% wszystkich przekazów z Polski. W skali roku daje to ponad 6 mld zł. Biorąc pod uwagę, że część tych środków – zdaniem wielu ekspertów i polityków – może trafiać na finansowanie Sił Zbrojnych Ukrainy, w tym jednostek gloryfikujących Stepana Banderę, czy nie obawia się Pan, że polskie pieniądze, w tym również świadczenia socjalne, pośrednio finansują siły wrogie polskiej pamięci historycznej?

– Tak, obawiam się – i to bardzo poważnie. Jeśli według danych NBP Ukraińcy wyprowadzają z Polski ponad 6 mld zł rocznie, a polskie pieniądze pośrednio finansują siły, które nie widzą nic niestosownego w gloryfikowaniu ludobójców polskich dzieci, kobiet i starców, to mamy do czynienia ze skandalem na miarę międzynarodową. To nie jest żadna „pomoc humanitarna” – to pośrednie finansowanie fałszerzy prawdy historycznej i sabotażystów polskiej racji stanu. Dlatego domagamy się natychmiastowego wstrzymania wszelkich przywilejów socjalnych dla obywateli Ukrainy oraz wprowadzenia deklaracji antybanderowskiej. Każdy, kto chce nawet tymczasowo korzystać z polskiej gościnności, powinien podpisać taka deklarację, ze zobowiązaniem opuszczenia kraju w razie naruszenia polskiego prawa lub sprzeniewierzenia się podpisanej deklaracji. W obliczu podpaleń na terenie Polski, szpiegostwa i innych przestępstw, jest to absolutne minimum, jakie państwo polskie powinno postawić celem ograniczenia dalszego ryzyka ze strony niepoprawnych piewców banderyzmu. Polacy mają też uzasadnione poczucie lepszego traktowania Ukraińców niż Polaków, w wielu sytuacjach życia społecznego w Polsce, szczególnie w zakresie polityki zdrowotnej i emerytalnej.

The Voice of Moldova